Śmierć media plannera

marzec 23rd, 2008

Kurczaczek

marzec 22nd, 2008

Najlepsze życzenia wielkanocne dla wszystkich widzów i czytelników, którzy jeszcze tu zaglądają. Plus filmik. Co prawda podobno sprzed roku, za to z kategorii “Świąteczna psychologia różnic międzypłciowych”:

Original post by Tomek Å

Milioner via www

marzec 21st, 2008

71014_moneyhappiness_vl-vertical.jpg Ostatnio przeprowadziłem dwa testy - jeden główny o którym jest artykuł i drugi mniejszy.

Mam na myśli min. mój test z tagami, nie wiem może za mało dałem tych tagów (dałem kilka które wg. statystyk są najczęściej szukanymi frazami) no ale liczba odsłon się nie zwiększyła, no może o 1 czy 2 osoby ale to też nie jest pewne. Tak więc zabawe z tagami można sobie odpuścić - to nie zwiększy wejść. Może troche i tak ale to nie ma sensu bo to nie będzie duża liczba i raczej nie mamy co liczyć na powrót na strone przez nich ;)

Drugi test dotyczył czegoś co w internecie jest od groma - zarabianie w internecie - chyba każdy o tym słyszał, część pewni się w to bawi/bawiła. Dla testu postanowiłem się zarejestrować. Uważam, że jak chce się zarobić to trzeba “ruszyć dupe” do roboty bo nikt nie zarobi przez klikanie maili. No ale nic co mi szkodzi spróbować, prawda?

Efekt jest taki przez 3 dni testu udało mi się zarobić średnio 1,5 gr na każdym z serwisów (no comment). Pomnóżmy to przez 10 co daje nam 15gr + jakieś 5gr z poleconych, razem 20gr. Wow! Całe 20gr na miesiąc - więcej można na ulicy znaleść. Ale te serwisy to maszynki do robienia pieniędzy. Osoby które się tam zarejestrują nic nie zarobią, ale ich administratorzy zarabiają całkiem sporo - ok 300 za mailing 400 za bannery i 200 za inne formy reklamy daje nam to razem prawie tysiąc złotych miesięcznie - czyłi ok. 12tys rocznie! Co śmieszne, utrzymanie takiej strony jest nie wielkie - nie potrzebujemy super hostingu, wystraczt hosting za 200-400 + domena jakieś 100. Odliczając podatek (o ile się rozliczają) zysk jest dość spory dodatkowo zajmuje mało czasu więc możemy jeszcze gdzieś pracować.

Ale pomyślmy skoro się tak nie opłaca to po co ludzie się tam rejestrują? Odpowiedź jest prosta - system poleconych osób. Robimy strone o zarabianiu w internecie - szybko się wybija, gdyż jest to często szukana fraza. Mamy dużo unikalnych wejść, stajemy się partnerami np. ceneo, allegro czy google i za ich reklamy można nawet ładnie zarobić. Oczywiście obowiązkowo na stronie jest top lista systemów do zarabiania i każdy pozytywnie opisany. A i jeszcze jeden szczegół - w każdym z nich mamy konto i na swojej stronie dajemy ukryty link z naszym refem ;) Nabijamy sobie poleconych, a oni jak głupi klikają a my zbieramy profity.

Tak więc na zakończenie - odpuście sobie tego typu systemy. Oczywiście nikt nie broni testować ale uwieżcie mi, że nic nie zarobicie. Jeśli potrzebujesz kasy to idź do pracy - za klikanie nikt ci nie zapłaci.

Original post by SunSet

Dobre i złe strony kobiet..

marzec 21st, 2008

Strony dla dziewcząt i młodych kobiet powinny być moim naturalnym środowiskiem. Każdy pewnie intuicyjnie czuje, że powinny stawiać na design i na ciekawe tematy. Powszechnie wiadomo, że my kobiety lubimy plotkować, szczególnie o facetach, ale także o innych przyjemnościach życiowych. Szczególnie jeśli mamy 16-30 lat i wszystkie (lub chociaż większość) możliwości są właściwie jeszcze dla nas otwarte.

Do takiego właśnie targetu odwołują się dwie stronki, które ostatnimi czasy przyuważyłam w sieci. Obie są związane z produktami spożywczymi, ale produkty owe są bardzo zgrabnie, nienachalnie wplecione w koncepcję obu stron.

Pierwsza z nich to Freeqstyles, społeczność dla młodych kobiet zbudowana wokół piwa Freeq i idei “kobiecych wieczorów”, pogaduszek w damskim gronie. Strona wokół tych pogaduszek się skupia. Podzielona jest na 3 działy.

  • Kobieta w pracy: mówi się tam na temat pogodzenia pracy z życiem rodzinnym, nietypowych zawodów, szklanego sufitu, czyli podsumowując - spraw okołozawodowych.
  • Kobieta nocą - czyli coś a’ la Seks w wielkim mieście.
  • Kobieta w domu - gotowanie, moda, uroda, dekorowanie, diety.

Czyli w sumie podział całkiem logiczny, a tematy smakowite jak lekki łosoś z rukolą popity szampanem z truskawką.
Pojawia się jednak dręczące pytanie, czy kobiety rzeczywiście lubią rozmawiać tylko o przysłowiowej dupie Maryni, czy to tylko stereotyp? Po drugie, czy każda z nas jest w duchu drapieżną wielkomiejską Cosmogirl? Po trzecie i najważniejsze, czy naprawdę ktoś przyjdzie na taką stronę, jeśli chce na te tematy porozmawiać, jeśli pod bokiem ma (w zależności od wieku) grono, goldenline i setki innych rozbudowanych społeczności z forami dyskusyjnymi oraz vortali tematycznych?

Jednak nie to jeszcze jest tą kroplą, która przechyla czarę goryczy. Problem leży gdzie indziej. Może i bym porozmawiała na jeden z tych tematów, ale niekoniecznie wtedy, gdy żeby otworzyć jakiś wątek, muszę czekać aż wyrosną mi na ekranie stylizowane motywy florystyczne. Niekoniecznie, gdy żeby zobaczyć jakiekolwiek komentarze, trzeba z trudem przewijać małe flashowe okienka. To nie jest wygodne. Koniec końców po takie wizycie jestem tylko zdenerwowana. Wołałabym się już napić piwa i pogadać na żywo, niż męczyć się żeby cokolwiek przeczytać, nie mówiąc już o udzieleniu odpowiedzi.

A przecież powinno być tak, że gdy u internautki pojawia się impuls napisania komentarza, ta iskra zainteresowania która ma szansę utrzymać ją przy tej rachitycznej społeczności, powinna móc to zrobić szybko i prosto.

Na razie więc surfuję dalej, na stronę firmowaną przez Goplanę - Czekoterapię. Jest to witryna adresowana do nieco młodszych kobiet, nastolatek i studentek. To taka babska strona, pod hasłem “terapii za pomocą czekolady”, gdzie można znaleźć parę śmiesznych, poprawiających nastrój gadżetów np. czekohoroskop, męski striptiz, generator komplementów (świetny!), a także, bo czemu nie, dowcipy o facetach.
I co jest na tej stronie fajne? Po pierwsze kolorystyka. Dokładnie taka, która kojarzy się z młodością, trendami i słodyczą. Ale co jest jeszcze fajniejsze, że przeglądając te zabawki naprawdę ma się ochotę pokazać je koleżankom, a przeglądając horoskop łączący mój miesiąc urodzenia z osobowością i rodzajem ulubionej czekolady, naprawdę mam ochotę ją zjeść, bo czuję że właśnie ja, urodzona w grudniu, jestem stworzona dla tych pastylek miętowych…

Co jest na obu stronach uderzająco i zastanawiająco podobne, to grafika. Te same motywy florystyczne na tle o nasyconych barwach, te same ciemne, roztańczone postaci kobiet na wysokich obcasach.. zresztą, co ja się tu będę rozpisywać.. zobaczcie sami (zielony i różowy obrazek to Goplana, brązowy to Freeq). Czyżby rysował to ten sam grafik? A może wszyscy rysują to samo?

grafikaczekofreeq.png

Original post by agusha

Dobre i złe strony kobiet

marzec 21st, 2008

Strony dla dziewcząt i młodych kobiet powinny być moim naturalnym środowiskiem. Każdy pewnie intuicyjnie czuje, że powinny stawiać na design i na ciekawe tematy. Powszechnie wiadomo, że my kobiety lubimy plotkować, szczególnie o facetach, ale także o innych przyjemnościach życiowych. Szczególnie jeśli mamy 16-30 lat i wszystkie (lub chociaż większość) możliwości są właściwie jeszcze dla nas otwarte.

Do takiego właśnie targetu odwołują się dwie stronki, które ostatnimi czasy przyuważyłam w sieci. Obie są związane z produktami spożywczymi, ale produkty owe są bardzo zgrabnie, nienachalnie wplecione w koncepcję obu stron.

Pierwsza z nich to Freeqstyles, społeczność dla młodych kobiet zbudowana wokół piwa Freeq i idei “kobiecych wieczorów”, pogaduszek w damskim gronie. Strona wokół tych pogaduszek się skupia. Podzielona jest na 3 działy.

  • Kobieta w pracy: mówi się tam na temat pogodzenia pracy z życiem rodzinnym, nietypowych zawodów, szklanego sufitu, czyli podsumowując - spraw okołozawodowych.
  • Kobieta nocą - czyli coś a’ la Seks w wielkim mieście.
  • Kobieta w domu - gotowanie, moda, uroda, dekorowanie, diety.

Czyli w sumie podział całkiem logiczny, a tematy smakowite jak lekki łosoś z rukolą popity szampanem z truskawką.
Pojawia się jednak dręczące pytanie, czy kobiety rzeczywiście lubią rozmawiać tylko o przysłowiowej dupie Maryni, czy to tylko stereotyp? Po drugie, czy każda z nas jest w duchu drapieżną wielkomiejską Cosmogirl? Po trzecie i najważniejsze, czy naprawdę ktoś przyjdzie na taką stronę, jeśli chce na te tematy porozmawiać, jeśli pod bokiem ma (w zależności od wieku) grono, goldenline i setki innych rozbudowanych społeczności z forami dyskusyjnymi oraz vortali tematycznych?

Jednak nie to jeszcze jest tą kroplą, która przechyla czarę goryczy. Problem leży gdzie indziej. Może i bym porozmawiała na jeden z tych tematów, ale niekoniecznie wtedy, gdy żeby otworzyć jakiś wątek, muszę czekać aż wyrosną mi na ekranie stylizowane motywy florystyczne. Niekoniecznie, gdy żeby zobaczyć jakiekolwiek komentarze, trzeba z trudem przewijać małe flashowe okienka. To nie jest wygodne. Koniec końców po takie wizycie jestem tylko zdenerwowana. Wołałabym się już napić piwa i pogadać na żywo, niż męczyć się żeby cokolwiek przeczytać, nie mówiąc już o udzieleniu odpowiedzi.

A przecież powinno być tak, że gdy u internautki pojawia się impuls napisania komentarza, ta iskra zainteresowania która ma szansę utrzymać ją przy tej rachitycznej społeczności, powinna móc to zrobić szybko i prosto.

Na razie więc surfuję dalej, na stronę firmowaną przez Goplanę - Czekoterapię. Jest to witryna adresowana do nieco młodszych kobiet, nastolatek i studentek (no, może też do “przerośniętych nastolatek”, czego dowodem fakt, że mi się spodobała). To taka babska strona, pod hasłem “terapii za pomocą czekolady”, gdzie można znaleźć parę śmiesznych, poprawiających nastrój gadżetów np. czekohoroskop, męski striptiz, generator komplementów (świetny!), a także, bo czemu nie, dowcipy o facetach.
I co jest na tej stronie fajne? Po pierwsze kolorystyka. Dokładnie taka, która kojarzy się z młodością, trendami i słodyczą. Ale co jest jeszcze fajniejsze, że przeglądając te zabawki naprawdę mam ochotę wysłać je dalej, a przeglądając horoskop łączący mój miesiąc urodzenia z osobowością i rodzajem ulubionej czekolady, naprawdę mam ochotę ją zjeść, bo czuję że właśnie ja, urodzona w grudniu, jestem stworzona dla tych pastylek miętowych (a raczej one dla mnie)…To jest strona, na którą wejdzie się tylko raz. Ale gdy się za tym pierwszym razem spodoba, przy okazji następnych zakupów w supermarkecie poszuka się tych miętowych pastylek. W ramach autoczekoterapii. I o to chodzi.

Co jest na obu stronach uderzająco i zastanawiająco podobne, to grafika. Te same motywy florystyczne na tle o nasyconych barwach, te same ciemne, roztańczone postaci kobiet na wysokich obcasach.. zresztą, co ja się tu będę rozpisywać.. zobaczcie sami (zielony i różowy obrazek to Goplana, brązowy to Freeq). Czyżby rysował to ten sam grafik? A może wszyscy rysują to samo?

grafikaczekofreeq.png

Original post by agusha

O orędziu Pana Prezydenta

marzec 20th, 2008

Autor Jacek Kurski, wykonawca Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński

 Pełna wersja orędzia z Marca 2008

Bez podtekstów politycznych, surowa analiza pod względem montażu, obrazu i dzwięku:

Po pierwsze jeśli chodzi o główne ujęcie i jego kadr to sprawa wygląda całkiem nieźle. Leadroom, headroom poprawny, prawa ręka lekko wyciągnięta sprawia wrażenie dobrej równowagi. Jeśli chodzi o światło to tło całkiem ładnie lekko niebieskie. Twarz wyraźna bez większych przepaleń, aczkolwiek brak kontry co ewidentnie sprawia wrażenie bardzo płaskiego Pana Prezydenta. Wszystko było by dobrze gdyby nie ta Polska flaga, która wisi odwrotnie.

Muzyka, motyw Polskie Drogi ewidentnie użyty by podkreślić domowy nastrój, trochę melancholijny, aczkolwiek kompletnie w przypadku orędzia głowy państwa zastosowany niestosownie.  Muzyka wchodzi kilkakrotnie, często niezgrabnie pocięta. Na początku w 0:25  gdy prezydent mówi o swoich zasługach dla kraju, następnie w 2:30 gdy wspomina o Protokole Brytyjskim. W przypadku gdy mowa jest o Niemieckich roszczeniach w sprawie ziem muzyka nagle cichnie.

Transfokacja, która pojawia się w 1:05 i 3:01 oraz 4:06 być może jest jakimś zabiegiem artystycznym podkreślającym  emocje, aczkolwiek tak mały dojazd nie wiem czy coś wnosi do trwającego 5:00 minut wystąpienia, którego głównym celem miała byc informacja i przekazanie jakiejś myśli.

Przebitki i montaż nie wydaje się być za nadto profesjonalny, zwłaszcza jeśli chodzi o montaż dźwięku, który jest dosyć poszarpany. Dodatkowo transfokacja, która ni jak się nie montuje. Orędzie bardziej przypomina swoją formą teledysk do Polskich Dróg a niżeli wystąpienie głowy państwa.

Original post by maxen

TYSKIE - WYWIEŚMY FLAGI 2006

marzec 20th, 2008

tyskie.jpg

TYSKIE - WYWIEŚMY FLAGI 2006- billboardy i prasa

Original post by wojciulewicz

Idejas un džunģļu likumi

marzec 20th, 2008

Vienkārši nereāls video pats par sevi. Bet tad, kad tas vēl tiek ietērpts alegorijās, tad vispār norauj jumtu. Tie, kas strādā reklāmas jomā par šo te ir starā! )

Original post by eliks

Pisanie Tekstów: 5 element, który decyduje o skuteczności oferty

marzec 20th, 2008

autorem artykułu jest Dariusz Puzyrkiewicz

Prawdziwym wyzwaniem, przed jakim staje copywriter jest przekonanie klienta do zakupu. To nie problem napisać ofertę. Sztuką jest napisać ofertę, która sprzedaje.

Jedną z głównych przyczyn braku skuteczności ofert i reklam jest brak wiarygodności.

Współcześni klienci po prostu z założenia nie wierzą reklamom. Czytali już tyle niesamowitych obietnic, widzieli mnóstwo fantastycznych reklam, obiecujących złote góry i wiedzą, że trzeba być w stosunku do nich bardzo ostrożnym.

Aby przekonać sceptycznego klienta, musisz dać mu konkretny i wyraźny powód do zakupu oraz udowodnić, że spełnisz swoje obietnice. I to jest sekret skutecznej sprzedaży. Prosta, wręcz banalna zasada, jednak rzadko kiedy jest ona efektywnie stosowana.

Największym błędem, jaki można popełnić, przy pisaniu oferty sprzedażowej w Internecie, jest skupienie uwagi na wyliczaniu kolejnych, fantastycznych korzyści, zamiast na przekonaniu do nich klienta.

Taktyka ta używana jest przez często akwizytorów. Liczą oni na to, że jeśli zasypią klienta wspaniałymi obietnicami i wizjami nieziemskiego szczęścia, to słuchacz w końcu ‘zmięknie’ i w ten sposób przekonają go do zakupu. Tylko, kiedy ostatnio zdarzyło Ci się kupić coś od takiego akwizytora? Jeśli jesteś podobny do mnie, to szerokim łukiem omijasz tego typu sprzedawców.

Problem w tym, że, kiedy w Internecie klient ‘mięknie’ pod wpływem zalewu akwizytorskich obietnic, to nie kupuje, lecz ucieka ze strony z taką ofertą.

Mało znany sekret skutecznej sprzedaży, opracowany i sprawdzony przez legendarnego Elmera Wheelera, brzmi tak: 10 sekund na telegraficzne przedstawienie korzyści i 3 minuty na dowód. A większość ofert odwraca ten porządek – 3 minuty na korzyści i 10 sekund na dowód. Zamiast więc wciskać klientowi kolejne frazesy, skup się na najważniejszych obietnicach i udowodnij, że je spełnisz.

Nic nie zastąpi mocnych dowodów.

Największą stratą czasu przy tworzeniu ofert, jest wymyślanie kolejnych genialnych korzyści z zakupu produktu, którym i tak nikt nie wierzy.


Darek Puzyrkiewicz specjalizuje się w pisaniu artykułów, ofert i reklam, przeznaczonych do publikacji w Internecie. Jest twórcą serwisu www.dynanet.pl a także Pierwszego polskiego Copywriting FAQ.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Original post by biznesinternetowy

dlaczego ten pan ma kreski.

marzec 20th, 2008

mozecie sie smiac, ale takie pytanie zadalam siostrze zakonnej prowadzacej religie. nie wiem jak teraz to wyglada, ale ja w pierwszej czy drugiej klasie, mialam taka ksiazeczke-katechizm, w ktorym kolorowalismy obrazki. na jednej z pierwszysch stron byl wizerunek Chrystusa, unoszacego sie w powietrzu. gdzies z okolic pod pachami rozchodzily sie niczym promienie proste kreski, ktorych znaczenia nijak nie moglam pojac. na wstazki mi to nie wygladalo, ani na wlosy (!) pytanie - co to jest? zdumialo katechetke, a jej odpowiedz uzmyslowila mi, ze mam do czynienia z bajkami i nie do konca nalezy brac to wszystko na powaznie.

ostatniaWieczerza

pomijajac kwestie wiary, to te wszystkie historie sa dosyc ciekawe. jedna z ciekawszych jest temat Wielkiego Tygodnia. Ostatnia Wieczerza, bynajmniej nie mogla wygladac jak na obrazie Leonarda… ale… dzis slyszalam poranne opowiesci o tym obrazie. ciekawe. pomijam kody i rebusy, dodatkowa reke i niedokonczona twarz Chrystusa. sa obraz znam doskonale. wryl sie w moja pamiec - pamiec dziecka, bo mialam w domu jego kopie. byl to kolorowy obiekt pozadania. skonczyl tak jak inne obrazki tego typu: w koncu zostal wyjety z ramek i przemalowany, bo przeciez te kolory byly nie do przyjecia.

a tu ciekawostka, jak ten obraz zaistnial w reklamie:

Mortein - Chile
za liveu4

Original post by pajeczaki